Refleksje poweekendowe, czyli nieco gorzki poniedziałek

Ciaza-pytania-uroda-relaks-111540026
Weekendy są w naszym domu okazją do wspólnego celebrowania wolnego czasu, którego bardzo brakuje nam w tygodniu. Już od środy zazwyczaj planujemy, co będziemy robić, dokąd się wybierzemy.

Plany te często się zmieniają, w zależności od nastroju. Wypad na plac zabaw kończy się w połowie drogi, w pobliskim parku, bo akurat córkę zafascynuje stado kaczek w stawie, albo zamiast podziwiać muzealne eksponaty lądujemy na lodach w najbliższej kawiarence. Nie mam z tym problemu, wychodząc z założenia, że liczy się przede wszystkim czas, który spędzamy razem, a plany można modyfikować na bieżąco, tak by wspólne godziny były dla wszystkich miłe i przyjemne. Kto ma dzieci, wie że i z tym czasami bywa równie, bo humorów maluchów nie sposób przewidzieć.

Dziwi mnie jednak postawa rodziców, którą często obserwuję właśnie przy okazji wspólnych wyjść. Maluchy są poganiane, strofowane, czasami „nagradzane sowitym klapsem”, bo marudzą, są zbyt wolne, bo akurat bawią się w najlepsze, a rodzic ma już ochotę gnać dalej, by odhaczyć wszystkie zaplanowane zadania na rodzinny weekend.

Pytam się w duchu dlaczego tak się dzieje. Po co robić coś na siłę, co nikomu już nie sprawia przyjemności. Wątpię, czy 6-7 latek zakrzyczany w obecności obcych sobie ludzi chętnie będzie robił cokolwiek, co danego dnia zaproponuje rodzić, a młodszym to już w ogóle nie zależy na realizacji jakichkolwiek ambitnych planów. Czy nie lepiej po prostu pobyć razem i jeśli wspólne wyjścia mają być okazją, do nadrobienia czasu z dzieckiem dostosować się do jego oczekiwań i potrzeb?

A jak Wy planujecie weekendy? Pod dzieci, czy odwrotnie? Dzieci z konieczności towarzyszą Wam podczas sprzątania, czy niezbędnych zakupów, a na dodatkowe atrakcje nie ma już czasu?
#JustMama

Zdjęcie: Prawa do publikacji wizerunku podpisane z Shutterstock Inc.

Jeżeli podoba Ci się ten artykuł, polub go proszę lub udostępnij go Twoim znajomym. Dziękujemy! :)