Jak stałem się ojcem? List od taty

Rodzina-w-rodzinie
Ciąża i sam poród to domena kobiet. Do mediów nieporadnie przebijają się skowronki typu Sebastian Karpiel – Bułecka, który ze wzruszeniem opowiada o stawaniu się ojcem i emocjach z tym związanych. Nawet w szkole rodzenia tatusiowie siedzą gdzieś w tle uciekając wzrokiem przed pytaniami położnej.
Poniżej publikujemy list od jednego z naszych czytelników, który dzieli się z nami swoimi wrażeniami z okresu ciąży i porodu.

Przychodzi czas na dziecko

Ciąża była planowana. Znaliśmy się od studiów, potem było kilka lat wspólnego mieszkania, intensywnej pracy zawodowej i w końcu doszliśmy do wniosku, że czas na dziecko. Właściwie to bardziej ona niż ja, bo lubiłem tę naszą rutynę we dwoje, spanie do południa, spontaniczne wypady za miasto, czy do znajomych, czy po prostu nic nie robienie i gapienie się w ekran telewizora. Gdy byłem chory a czuję się fatalnie już przy temperaturze w okolicach 37, moja partnerka była cała dla mnie i z troską pochylała się nad moim chwilowo coraz gorszym samopoczuciem.
Przez kilka tygodni rozmawialiśmy o dziecku, co się zmieni, jak sobie wyobrażamy wspólne życie dalej, ale niespecjalnie byłem w stanie nadążyć za nastrojami ukochanej. Wiem, ze poświęcała godziny na rozmowę z mamą, czy przyjaciółkami w ciąży, lub mającymi już dzieci. I właściwie niewiele się dla mnie zmieniło, poza tym, że jeszcze chętniej wracałem wieczorami do domu.

Jesteśmy w ciąży

Któregoś dnia dostałem sms z tajemniczą wiadomością, że idziemy na uroczystą kolację, ale nie do końca załapałem o co chodzi. Ona oczywiście się przygotowała, zadbała o każdy szczegół. Dziś wiem, że powinienem przezwyciężyć lekki szok, który się pojawił na wieść, że jesteśmy w ciąży i powiedzieć coś wzniosłego, typu zawsze o tym marzyłem, czy zapamiętam tę magiczną chwilę za zawsze. Zamiast tego wypiłem na szybko dwa kieliszki wina i starałem się zapanować nad wizją końca beztroskiego życia. Z samej ciąży pamiętam skrajnie różne nastroje. Od euforii do totalnego doła, że sobie nie poradzi, że jest gruba (no obiektywnie tak, ale przecież wiadomo, że to ciąża), że nie da rady urodzić. Chodziłem w miarę możliwości na wizyty do lekarza, masowałem opuchnięte stopy i czasami sam czułem, że nie wytrzymam.

Życie toczy się dalej

Na szczęście kumple wyciągali mnie z koszmaru zakupów, gdzie rodzący się instynkt macierzyński przytrzymywał ją przy każdym najmniejszym gadżecie o śpioszkach nie wspominając. Niekiedy było ciężko, bo nie narodzony jeszcze maluch zawładnął całkowicie naszym życiem, zwłaszcza odkąd przyszła mama trafiła na zwolnienie lekarskie i w pełni skoncentrowała się na ciąży i swoich doznaniach. Czasem czułem się odrzucony, bo przecież chodziłem do pracy, chciałem wrócić do domu i pogadać o czymś innym, niż o porodzie, wzdęciach i ciągnącym brzuchu. Świat się nie skończył, choć dla mojej partnerki znacznie ograniczył się do ciążowego tu i teraz najdalej sięgając do perspektywy porodu. Nie byłem fanem porodu rodzinnego, bo nie znoszę bólu, krwi i takiego poczucia bezsilności, że przecież niewiele mogę pomóc. Położna i szpital byli wybrani równie starannie, co bank na kilkumilionową lokatę, więc nie widziałem tam roli dla siebie. Trafiły do mnie jednak argumenty, że bliska osoba jest niezbędna, że nie chce być sama, gdyby coś się działo, ze mam pilnować dziecka, by nikt go nie zamienił.

Przed wielkim finałem

Byłem coraz bardziej niespokojny im bliżej było terminu porodu. Spałem czujnie jak zwierzę, budząc się na najmniejszy ruch, w pracy nerwowo zerkałem na komórkę. Przeżyliśmy 3 fałszywe alarmy, więc kiedy po raz kolejny usłyszałem, że to już, niespecjalnie się przejąłem. Grymas bólu pojawiający się regularnie na jej twarzy przekonał mnie jednak, że tym razem rzeczywiście coś się dzieje, więc ruszyliśmy do szpitala. Z samego porodu niewiele pamiętam. Ja twardy chłopak, płakałem widząc ból i cierpienie towarzyszące narodzinom. Nie potrafię opisać całej gamy uczuć, która mi wtedy towarzyszyła. Poród trwał ponad 7 godzin, były chwile spokojniejsze i nerwowe. Wiem jedno. Dałem radę. Nie czułem się zbędny, choć nie za dużo mogłem zrobić. Wiem jednak, że było jej raźniej, nawet gdy tylko byłem obok. W finale byłem już tak zmęczony, że gdy położna poprosiła o przecięcie pępowiny, tak trzęsły mi się ręce, że myślałem, ze nie dam rady tego zrobić. Biologia zeszła na drugi plan, choć nie wiem, czy chcę po raz kolejny przeżywać do samo. Pewnie nie odmówię, choćby z szacunku dla teraz już żony, która nie ma wyboru i musi urodzić. Ale rozumiem, że nie wszyscy faceci czują się na siłach, by sprostać zadaniu. I to też nie jest nic złego. Można wejść tuż po i uściskać mamę i wziąć dziecko w ramiona.

Pierwsze wspólne chwile

Ten pierwszy moment miał w sobie coś wyjątkowego. Córka urodziła się w nocy. Było cicho. Ona leżała zmęczona z półprzymkniętymi oczami, a ja nieśmiało wziąłem na ręce małe zawiniątko, które wcisnęła mi położna. Nie jestem sentymentalny, ale gdy otworzyła oczy nieśmiało przyglądając się mojej twarzy, dostałem strzałę w serce i wiedziałem, że od tej chwili cokolwiek, by się nie działo będę przy niej. Nagle poczułem, że muszę posadzić drzewo, zbudować dom, że pojawił się mały człowiek, za którego jestem odpowiedzialny nie tylko w sensie finansowym. Dla niej chcę być lepszym człowiekiem, kimś z kogo kiedyś będzie mogła być dumna i do kogo zawsze będzie mogła przyjść z każdą sprawą. Nie wiem, czy uda mi się sprostać jej oczekiwaniom i kupić kucyka z bajki, ale chciałbym, by czuła się ważna, szczęśliwa i kochana. W szpitalu poczułem, że jesteśmy rodziną. Moje dwie dziewczyny były mi wtedy bliższe niż ktokolwiek i kiedykolwiek.

Dogrywka

Dzisiaj zapał już nieco osłabł i nie mam nic przeciwko odwiedzinom jednej babci, czy drugiej, bo chcę się choć czasem wyspać. Wiem jedno, że narodziny dziecka sprawiły, że dojrzałem i jeśli będę miał okazję (a raczej dar) zostać ojcem po raz drugi wiadomość o ciąży przyjmę z prawdziwą radością.

Zdjęcie: Prawa do publikacji wizerunku podpisane z Shutterstock Inc.

Jeżeli podoba Ci się ten artykuł, polub go proszę lub udostępnij go Twoim znajomym. Dziękujemy! :)

Jedno przemyślenie nt. „Jak stałem się ojcem? List od taty

  1. Pięknie, szkoda, że nie wszyscy panowie tak do tego podchodzą. Większość zupełnie nie czuje emocji partnerki i odsuwa się na bok. Może nie tyle ze złej woli, co z braku wiedzy, jak wrażliwa jest psychika kobiet w ciąży.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *